Uczę od kiedy pamiętam

Najpierw były to misie i lalki usadzone wokół stołu w moim pokoju – każda zabawka miała swoje imię, a ja założyłam sobie nawet specjalny zeszyt (czytaj: dziennik), żeby notować tematy lekcji i oceny 😃🙈 ⁣⁣W międzyczasie próbowałam też być panią nauczycielką mojego rodzeństwa 😃 Heh, nie zawsze się to udawało, czasem przegrywałam z zabawą w Dinozaury (czyli: w berka, gdzie każdy kto brał udział był innym dinozaurem i jak biegaliśmy na podwórku u rodziców to wydawaliśmy odgłosy dinozaurowe – czyli: wrzeszczeliśmy), dom, przebieranki i gotowanie 🤷‍♀️ ⁣⁣Potem, kiedy poszłam do szkoły, tłumaczyłam angielski i inne przedmioty koleżankom, które czegoś nie rozumiały albo nie było ich tego dnia w szkole. Swoje pierwsze lekcje, za które otrzymałam wynagrodzenie, miałam na studiach – uczyłam wtedy dzieci ze szkoły podstawowej, gimnazjalistów, potem licealistów. A moją pierwszą pracą „na umowę” było uczenie angielskiego w przedszkolu 🙂 (dowiedziałam się wtedy, że mam na imię Angielski, a nie Ania 🤣🤣). ⁣⁣I tak to trwa do dziś. Chęć dzielenia się wiedza i umiejętnościami oraz towarzyszenie moim uczniom w procesie „oswajania” języka obcego nadal mi nie minęły 🙃 Wiadomo – dziś robię to inaczej niż kiedyś, mam już przecież spore doświadczenie (w Polsce i za granicą), mnóstwo kursów i szkoleń za sobą i pracę z setkami osób. Oprócz uczenia innych prowadzę też działania rozwijające moją mikro-szkółkę. Wciąż ogromną frajdę sprawia mi kiedy widzę, jak moi Kursanci rozwijają się językowo, stają się bardziej pewni siebie i płynniej mówią. To jest naprawdę fajne uczucie! ☺💪⁣⁣🍀A Wy czym się zajmujecie na co dzień? Od zawsze wiedzieliście, że będziecie wykonywać swój zawód?⁣

Jak nie stracić motywacji do nauki?

Być może zabrzmi to banalnie, ale uczymy się przez całe życie – nawet (a może szczególnie) po opuszczeniu murów szkolnych. Programowanie, pływanie, język obcy, taniec, zdrowe odżywanie… to tylko kilka umiejętności, których chcemy się nauczyć. Na początku towarzyszy nam zwykle ogromna motywacja i podejście: „Tak! Zrobię to!” Mijają jednak dni, tygodnie, i spektakularnych efektów jak nie było, tak nie ma… . Nadal nie potrafię stworzyć skomplikowanej aplikacji, wciąż mam nieuregulowany oddech gdy płynę kraulem i nie rozumiem o czym mówią w serialu, który oglądam po angielsku. To już nie warto się starać.

Brzmi znajomo? 🙂

Dla mnie tak.

Co zatem zrobić, aby nie ostudzić zapału?

  • Wyznacz REALNE cele

Umówmy się, dziecko nie nauczy się mówić przez kilka tygodni. Jeśli chcesz podszlifować angielski to przyjmij, że to proces i w kilka tygodni nie zrozumiesz native speakera (szczególnie gdy zaczynasz od zera). Wyznacz sobie cel, który możesz realnie osiągnąć: np. w nadchodzącym tygodniu nauczę się 8 nowych zwrotów dotyczących mojego hobby. Sprawdzę wymowę, ułożę zdania i przeczytam je na głos. Brzmi wykonalnie?

  • Znajdź swój „motywator”

Kiedy w ubiegłym roku uczyłam się pływać (tak tak, trochę wstyd, ale wcześniej miałam duży opór przed wodą) to ogromnym motywatorem było dla mnie to, że umawiałam się na konkretną godzinę z moją instruktorką, ona przychodziła bladym świtem (zajęcia miałyśmy o 7.15.) i że nie mogę się nie stawić. Gdyby Olga tam nie czekała, pewnie odkładałabym basen w nieskończoność (pomyślałabym że, pójdę później, a może dziś już nie bo pewnie jest mnóstwo osób które pływają lepiej ode mnie i ostatecznie nie poszłabym w ogóle). Znajdź zatem osobę, która ma podobny cel co Ty, z którą będziesz się uczyć i motywować w chwilach kryzysu.

  • Nie bądź dla siebie zbyt surowy/a

Nawet jeśli podczas rozmowy ze znajomym z Anglii zapomnisz nowego idiomu, który świetnie pasowałby do kontekstu…. Trudno! Stało się! Trochę przewrotnie – teraz pewnie zapamiętasz go z łatwością (ponieważ są z nim związane emocje, a szybciej zapamiętujemy rzeczy, które w pewien sposób nami „poruszają”). Daj sobie czas, bądź konsekwentny/a, przeglądaj regularnie notatki, czytaj. Nawet nie zauważysz, jak bez większego zastanowienia będziesz mówić bardziej płynnie

Samo czekanie i poddawanie się przy najmniejszym potknięciu nic nie zmieni. Ważne, żeby pamiętać, jaka jest Twoja motywacja i aby nie przestać działać – nawet minimalnie – gdy przyjdzie ciężki czas.

A jaki jest Twój sposób aby nie stracić zapału?

W jaki sposób możesz samodzielnie ćwiczyć angielski?

Wszyscy wiemy, że aby bardzo dobrze mówić w języku obcym trzeba mieć kontakt z językiem jak najczęściej. Same zajęcia raz czy dwa razy w tygodniu to nie wszystko. Jasne, bardzo pomaga na przykład oglądanie filmów/ seriali w języku angielskim czy uczenie się z fiszek. Ale co jeszcze możesz zrobić, aby szlifować angielski po zajęciach?

Wykorzystaj swoje zainteresowania do nauki angielskiego.

Szybciej uczymy się gdy temat jest dla nas interesujący. Wyszukaj zatem na YouTube tutoriale czy filmiki na interesujące Cię zagadnienia. Lubisz gotować? Może chcesz ćwiczyć jogę, nauczyć się jak robić ładny makijaż bądź piękne zdjęcia? Znajdź na ten temat kanały na YT, oglądaj i ucz się!

Czytaj

Czytanie bardzo rozwija zasób słownictwa. Nawet jeśli poziom Twojego angielskiego jest zbyt niski, by czytać w oryginale, to nic straconego! Sięgaj po tzw. readersy, czyli książeczki w uproszczonej wersji, często ze słowniczkiem i dodatkowymi ćwiczeniami (np. książeczki wydawnictwa EDGARD). Jeśli natomiast angielski jest u Ciebie na wyższym poziomie, sięgaj po artykuły czy książki w oryginale. Do czytania artykułów polecam aplikację SQUID, gdzie masz dostęp do tekstów w wybranym przez siebie języku i z dziedzin, które Cię interesują, w jednym miejscu!

Słuchaj

Możesz słuchać podcastów w tzw. „międzyczasie” – gdy gotujesz, sprzątasz czy idziesz na spacer. Ja lubię podcasty ze Spotify, np. Luke’s English, Ted Talks Daily czy Oprah’s Super Soul Conversations (choć te nie każdemu przypadną do gustu :)) . Natomiast na niższych poziomach polecam Easy Stories in English albo stronę www.newsinlevels.com.

Znajdź właściwe grupy

Na przykład na Facebooku. Dołącz do grup z  tematami, które Cię interesują, ale… po angielsku 🙂 Obserwuj, czytaj posty (świetny sposób na  kontakt z „żywym” językiem), a może nawet pokusisz się o dodanie swojego komentarza?

Lubisz muzykę?

Wejdź na stronę www.lyricstraining.com, słuchaj ulubionych piosenek i wpisuj brakujące słówka! Do wyboru masz cztery poziomy (w zależności od ilości słówek, które należy wpisać). Super sposób aby jeszcze bardziej uprzyjemnić sobie naukę angielskiego 🙂

A może coś napiszesz?

Bardzo polecam pisanie pamiętnika czy robienie zapisków w języku angielskim. To bardzo dobre rozwiązanie aby uczyć się efektywnie nowych słówek (bo jeśli odniesiesz się do swojego życia to będzie Ci łatwiej je zapamiętać) oraz ćwiczyć gramatykę. A jaka będzie radość, gdy wrócisz do tych notatek za kilka miesięcy i zaczniesz poprawiać swoje własne błędy!

A Ty? Jakie masz dodatkowe sposoby na naukę angielskiego?

Jak NIE uczyć się angielskigo?

Teoretycznie  wiadomo, jak powinniśmy uczyć się języka angielskiego. Czego zatem NIE robić?

Ślęczenie w notatkach raz czy dwa razy w tygodniu po kilka godzin, bez przerwy

Lepszym rozwiązaniem będzie sięganie po notatki czy aplikację do nauki każdego dnia na kilka – kilkanaście minut. Zastanów się, czy siedząc z nosem w książkach po 2 czy 3 godziny raz w tygodniu zapamiętasz WSZYSTKO, czego się uczysz i od razu nie zapomnisz?

Wkuwanie listy 50 słówek bez kontekstu

Wydaje Ci się, że im więcej, tym lepiej? Nic bardziej mylnego! Trudno jest zapamiętać długie listy słówek, które nie mają z sobą nic wspólnego! Lepiej wybrać na jedną powtórkę kilka słówek i ułożyć z nimi zdania dotyczące Twojego życia, albo stworzyć zabawną historyjkę z użyciem tych wyrazów, które chcesz powtórzyć.

 Wkuwanie listy słówek bez znajomości poprawnej wymowy

Tutaj to w zasadzie możesz nawet zrobić sobie krzywdę  gdy powtarzasz na głos z błędem. W języku angielskim czasem zmiana jednego dźwięku całkowicie zmienia znaczenie wyrazu. Jeśli nie jesteś pewny/a, jak poprawnie wypowiedzieć dany wyraz czy wyrażenie, to otwórz chociażby słownik angielsko-angielski online i posłuchaj poprawnej wymowy.  Dobrze jest też zatrzymywać np. podcast czy nagranie, którego odsłuchujesz, i powtarzać na głos całe zdania/ wyrażenia.

Uczenie się od razu wszystkich zasad gramatycznych na raz

W myśl zasady: najpierw nauczę się gramatyki aby nie popełniać błędów językowych. Problem tylko w tym, że aby móc się sprawnie komunikować potrzebujemy też słownictwa. Wypełniając ćwiczonka w książce wkuwamy mechanicznie poprawne formy, owszem, ale… też doznajemy frustracji, gdy chcemy coś powiedzieć. Uczenie się bez kontekstu, wszystkiego na raz, skutkuje zniechęceniem.

Brak regularnych powtórek

Powtórki to podstawa, aby to, czego się uczymy, zapadło w pamięć długotrwałą i nie „ulotniło się” dzień czy dwa po lekcji. Tak działa nasz mózg – „odświeżanie” wiadomości pozwala zapamiętywać więcej.

Unikanie jak ognia „prawdziwego” języka

Podręcznik podręcznikiem, jednak uważam, że jak najwcześniej należy osłuchiwać się z „żywym”  językiem i czytać (nawet krótkie) teksty użytkowe – nawet jeśli dopiero zabierasz się za naukę. Mnóstwa przydatnych informacji nie nauczysz się z podręcznika.

A Wy? macie „złote rady” czego NIE robić, ucząc się angielskiego?

Jak zacząć naukę języka angielskiego od podstaw?

Wiele osób pyta, od czego właściwie zacząć naukę języka angielskiego w sytuacji, gdy nigdy wcześniej nie uczyli się tego języka albo uczyli się dawno i obecnie bardzo mało pamiętają. Przygotowałam zatem listę „o czym pamiętać” – kilka ważnych punktów, które pomogą Ci rozpocząć przygodę z angielskim. Zaczynamy!

  • Znajdź swoje „dlaczego”

Po pierwsze, zastanów się dlaczego chcesz to robić? Dlaczego chcesz uczyć się angielskiego – co to zmieni w Twoim życiu?  Zagwarantuje awans w pracy i wyższe zarobki? Zapewni możliwość wyjazdu na studia za granicą i poznania ciekawych ludzi z całego świata? A może da Ci poczucie wolności i niezależności, bo poczujesz się pewniej podczas wakacji czy wyjazdu służbowego, gdy  nie będziesz musiał/a prosić innych o pomoc w zakupach czy wybraniu dania w restauracji? Bądź z sobą szczery/a! Odpowiedz sobie na to pytanie, i tę informację umieść w miejscu, do którego często zaglądasz.

  • Zaplanuj swoją naukę

Mam na myśli dwie rzeczy: konkretny czas każdego dnia oraz czego krok po kroku będziesz się uczyć.

Wpisz w kalendarz o której godzinie i jak dużo czasu przeznaczysz na naukę. Jeśli ograniczysz się do zdawkowego: „dziś pouczę się angielskiego” to może się skończyć tak, że 
„dziś” to w najlepszym wypadku będzie 5 min wieczorem, gdy padasz na twarz ze zmęczenia.

Kolejna sprawa: zaplanuj to, czego będziesz się uczyć. Trudno jest – będąc na poziomie A0 czy A1 (czyli początkującym) – zacząć uczyć się na przykład wszystkich czasów na raz. Zanim przejdziesz do bardziej skomplikowanych
zagadnień należy nauczyć się tych prostszych. Inna rzecz że jeśli wybierzesz zbyt trudny materiał, to łatwo o zniechęcenie. 

  • Skorzystaj z pomocy lektora

Szczególnie gdy jesteś na początku swojej drogi. Dobry lektor pomoże Ci zaplanować naukę, usystematyzować wiedzę, rozwieje Twoje wątpliwości, wytłumaczy (nawet kilkadziesiąt razy 🙂 ), zaplanuje powtórki, podpowie jak się efektywnie uczyć i odpowie na nurtujące Cię pytania.  Na solidnym fundamencie będzie Ci później łatwiej zdobywać wiedzę samodzielnie i „nadbudowywać” na tym, co już potrafisz!

  •  „Zanurz się” w języku

Słuchaj radio, oglądaj telewizję, przeglądaj krótkie teksty. Nawet jeśli na początku nic nie zrozumiesz, to immersja językowa jest niezwykle ważna. W pewnym momencie zauważysz, że ten
niezrozumiały „bełkot” to są zdania, które gdzieś się zaczynają, i gdzieś kończą. Po pewnym czasie zaczniesz też „wyłapywać” pojedyncze słówka, osłuchasz się z intonacją a co za tym idzie – będziesz brzmieć bardziej naturalnie.

  • Nie daj się zwieść szybkimi efektami!

Nie ufaj produktom „angielski w dwa tygodnie”, „szybkie efekty” i tym podobnym. Nauka języka to – o czym już wielokrotnie pisałam – proces. Nie ma niestety dróg na skróty – potrzeba systematyczności, pracy własnej i regularnych powtórek. To proces, który tak na prawdę nigdy nie ma końca. Produkty, które obiecują, że nauczysz się języka w dwa tygodnie czy w miesiąc to niestety wyrzucanie pieniędzy w błoto…

  • Pamiętaj, że nigdy nie jest za późno

Lepiej późno, niż wcale jak to mówią 🙂 Język angielski jest jednym z najbardziej popularnych języków na świecie i to prawda, że ułatwia życie w wielu sytuacjach 🙂 To, że wcześniej uczyłeś/ aś się niemieckiego czy rosyjskiego wcale nie znaczy, że teraz jest już za późno na angielski. Podobnie w sytuacji, gdy kiedyś uczestniczyłeś/aś w lektoracie z angielskiego, ale to było lata temu i teraz nic nie pamiętasz. Wiedzę zawsze można odświeżyć, trzeba tylko chcieć.

Mam nadzieję, że tych kilka rad rozwieje choć trochę Twoje wątpliwości, wkrótce zaczniesz uczyć się angielskiego i zakochasz się w języku Szekspira 🙂 Jak zawsze trzymam  kciuki!

Nauka języka obcego – samodzielnie czy z nauczycielem?

Żyjemy w czasach dużego dostępu do różnego rodzaju materiałów, których celem jest ułatwienie nauki języka obcego. Część z nich to darmowe podcasty, wyzwania, quizy czy fiszki ze słownictwem. W zasadzie można pomyśleć, że skoro na wyciągnięcie reki mamy tyle bezpłatnych materiałów, to nie warto szukać kursu językowego czy zajęć indywidualnych z lektorem. Czy w ogóle jest sens inwestowania w taką formę nauki?

Czy można nauczyć się języka obcego samodzielnie?

Pewnie można. Sztuką jednak jest nauczenie się go poprawnie. Problem w tym, że bez osoby, która pokieruje tym procesem, może okazać się, że uczysz się z błędami. Nauczyciel to osoba, która nie tylko ma ogromną wiedzę w swojej dziedzinie. Nauczyciel zwraca uwagę na te obszary języka, które wymagają dopracowania i poleci Ci skuteczne metody nauki. Poprawi błędy (gdy na przykład piszesz email czy CV), zwróci uwagę na właściwą wymowę (a to jest BARDZO ważne, bo czasem wydłużenie czy skrócenie jednego dźwięku skutkuje w całkowitej zmianie znaczenia słówka). Gdy korzystasz z dostępnych w sieci, darmowych materiałów, nikt niestety nie sprawdzi czy poprawnie użyłeś/aś danej konstrukcji w zdaniu i nie zwróci uwagi na to, jak prawidłowo powinno brzmieć dane słówko.  Myślę, że ma to szczególnie duże znaczenie gdy dopiero rozpoczynasz naukę języka albo kiedy poziom znajomości języka jest wciąż niski. Tutaj bardzo łatwo nauczyć się z błędami, a jako lektorka wiem, że później trudno jest pozbyć się „zakorzenionych” błędnych form.  Myślę, że im wcześniej ktoś zwróci Ci uwagę na poprawność, tym lepiej dla Ciebie na przyszłość.

Nauczyciel to też osoba, która może podpowiedzieć, jak się efektywnie uczyć, wybierze dla Ciebie odpowiednie materiały i pokaże, co już potrafisz. Często samodzielna nauka jest żmudna i nie przynosi takich efektów, jakich byś sobie życzył/a, bo właśnie nie wiesz, JAK się uczyć. Dodatkowo, darmowych materiałów jest tak dużo, że czasem nie wiesz, co wybrać.  Jeszcze inna sprawa że czasem sam/a nie jesteś w stanie do końca zrozumieć,  kiedy np. używa się danej konstrukcji. W rezultacie przestajesz się uczyć bo uważasz, że to i tak bez sensu (nie widzisz postępów) albo tracisz motywację. Uważam, że warto mieć takiego mentora, trenera, który wyjaśni wszelkie wątpliwości i zwróci uwagę na sukcesy 🙂

Kolejna sprawa to właśnie kwestia motywacji. Pracując samodzielnie często trudno jest się zmotywować do powtórzenia słówek czy wysłuchania podcastu. Być może zabrzmi to trochę materialistycznie, ale płacąc za zajęcia i poświęcając im swój czas (którego, nie oszukujmy się, zwykle nie mamy w nadmiarze) większość osób czuje większą motywację, takie zobowiązanie, do regularnego kontaktu z językiem. Nie chciałabym robić dużych uogólnień, ale wydaje mi się, że mnóstwo osób kieruje się tym, że skoro już zapłaciłem/am za zajęcia, to szkoda, żeby były to pieniądze „wyrzucone” w błoto.

Czy warto zatem korzystać z materiałów dostępnych w Internecie?

Oczywiście że tak! Można tam znaleźć mnóstwo bardzo wartościowych treści, i jeśli śledzicie mój fanpage to na pewno zauważyliście, że sama polecam takie materiały. Moim zdaniem źródła tego typu świetnie sprawdzą przy rozwijaniu np. umiejętności czytania i słuchania ze zrozumieniem, dodatkowego przećwiczenia gramatyki czy poznaniu nowych słówek. Uważam jednak, że większy pożytek będą stanowić dla osób zaawansowanych. Jednym z celów nauki (takich o których najczęściej wspominają uczniowie) jest swobodna produkcja języka (czyli umiejętność np. wypowiedzenia się czy napisania czegoś). Jeśli nie będziecie regularnie sprawdzani, to możecie nauczyć się z błędami…

Życzę Wam zatem owocnej nauki i takich efektów, z których sami będziecie zadowoleni! 🙂

Lekcje indywidualne czy kurs grupowy?

Niedawno rozpoczął się Nowy Rok, a wraz z nim część osób planuje wprowadzić w swoje życie zmiany czy dobre nawyki. Jedną z takich zmian bardzo często jest nauczenie się albo doskonalenie języka obcego. Szkoły językowe również w okresie noworocznym reklamują się i ogłaszają nabory na nowe kursy – takie w grupach i indywidualne. Tylko właśnie – który kurs wybrać?

Tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko zależy, jaki jest cel Twojej nauki i jak lepiej Ci się pracuje. Mam kursantów, którzy efektywniej uczą się na zajęciach indywidualnych, ale też takich, dla których spotkania w grupie są cenniejszym doświadczeniem. Przyjrzyjmy się dziś zatem troszeczkę bliżej i jednej, i drugiej opcji.  

Kurs grupowy

Jedną z zalet kursu grupowego jest możliwość pracy z różnymi osobami.  Jest to szczególnie ważne przy rozwijaniu umiejętności słuchania ze zrozumieniem i konwersacji, kiedy mamy możliwość – tak jak w życiu poza zajęciami – oswojenia się z tym, jak mówią inni (nie tylko lektor).

Uczestnicy kursów grupowych często są dla siebie wsparciem i motywacją – szczególnie w kursach egzaminacyjnych. Zauważyłam też, że często uczestnicy takich zajęć są bardziej zmotywowani do pracy samodzielnej i powtórek, ponieważ nie chcą „odstawać” od grupy i czują się niekomfortowo widząc, że inni np. nauczyli się nowych słówek, a oni nie (przez co ćwiczenie w grupie nie jest efektywne).

Kolejnym plusem zajęć grupowych jest możliwość poznania nowych ludzi, a nawet zawarcia nowych przyjaźni. Ja wszystkie swoje grupy zawsze wspominam z łezką w oku, bo – muszę przyznać – jako lektorka miałam (i nadal mam) niezwykłe szczęście do kursantów indywidualnych i grup, które prowadziłam 🙂 Znam tez przypadki osób, które na zajęcia grupowe chodzą nie tylko po to, żeby nauczyć się języka, ale też dla rozrywki czy jako element odskoczni od codziennych obowiązków 🙂

Kolejną, na pewno ważną kwestią, jest cena kursu. Zajęcia w grupie są tańsze niż zajęcia indywidualne.

Z drugiej strony czasem zdarza się tak, że poziomy uczestników grupy są różne, i nie zawsze jest możliwość wprowadzenia szybkich zmian (np. podziału grupy). Kiedy tak się dzieje i brak reakcji ze strony Szkoły, to kurs może nie spełniać oczekiwań. W takiej sytuacji ciężko pracuje się wszystkim – i osobom o niższym poziomie języka (ponieważ mają duże braki i czują się niekomfortowo), i tym, którzy dany język obcy znają lepiej (ponieważ w pewnym momencie zaczynają się nudzić, gdy nie otrzymują żadnych nowych wyzwań).

Podczas kursu grupowego trudniej jest też rozmawiać wyłącznie na tematy, które będą interesujące dla wszystkich. Jak to mówią – ile głów, tyle pomysłów i tyle upodobań. Czasem zatem przyjdzie Ci uczyć się o rzeczach, które nie do końca są dla Ciebie ciekawe.

Kurs indywidualny

W przypadku zajęć 1-1 największym atutem jest fakt, że lekcja jest w 100% dopasowana do kursanta i jego potrzeb. Ja zawsze na pierwszych zajęciach prowadzę „analizę potrzeb” Kursanta – czego najbardziej mój nowy Uczeń potrzebuje, na czym chciałby się skupić, na jakie tematy rozmawiać i które umiejętności ćwiczyć na lekcji, a co samodzielnie opracowywać w domu. Tempo pracy jest też dostosowane do potrzeb danej osoby – nie tak jak w grupie, gdzie wszyscy razem przechodzimy do kolejnego zagadnienia.  W przypadku zajęć indywidualnych, jeśli uczeń potrzebuje chwilę dłużej zatrzymać się nad danym zagadnieniem – po prostu ćwiczymy to jeszcze raz.

Lekcje indywidualne to też świetne rozwiązanie dla osób bardzo nieśmiałych lub takich, które boją się mówić na głos w języku obcym. Tutaj masz wyłącznie jednego słuchacza, i to takiego, który jeszcze może dać Ci wskazówki, jak poprawić to, co już potrafisz 🙂 Na zajęciach grupowych konwersacje są również bardzo istotnym elementem zajęć, ale zazwyczaj uczniowie pracują w parach/ grupach i lektor nie ma możliwości słuchania wszystkich na raz w tym samym momencie. Tutaj – na kursie indywidualnym – jest inaczej: Twój nauczyciel słucha wyłącznie Ciebie i może omówić czy poprawić Twoje pomyłki.

Lekcje 1-1 to bardzo dobra opcja gdy chcesz szybko nauczyć się języka, bo np. planujesz wyjazd za granicę (oczywiście przy dużym wkładzie pracy własnej) i gdy chcesz skupić się na konkretnym zagadnieniu (np. potrzebujesz zajęć konwersacyjnych albo chcesz poćwiczyć przed rozmową o pracę).

Zajęcia indywidualne są zazwyczaj droższe niż kurs grupowy, ponieważ cała uwaga lektora jest skupiona wyłącznie na Tobie, i lekcja jest dopasowana w 100% do Ciebie.  Tutaj moja rada – korzystaj z tego, że masz lektora „na wyłączność” i zadawaj pytania. Nie ma głupich pytań, pamiętaj! 🙂 Przecież po to uczestniczysz w lekcjach 1-1, żeby zapytać o wszystko, czego potrzebujesz.  I serio – nie ma się czego wstydzić.

Lekcje indywidualne – tak jak i kurs grupowy – także mają swoje minusy. Dla mnie głównym (i właściwie chyba jedynym) jest to, że ćwiczysz z tą samą osobą. Nawet jeśli Twój nauczyciel jest najfantastyczniejszy, to czasem, dla praktyki, dobrze jest poćwiczyć np. mówienie z kimś innym.  Na to jest jednak sposób 🙂 Po pierwsze, możesz słuchać języka obcego w Internecie (podcasty, filmy, muzyka…). Jeśli chodzi o mówienie, to możesz poszukać wśród znajomych osoby do poćwiczenia konwersacji, albo znaleźć tandem językowy (wymiana językowa).

Każdy z nas jest inny, ma inne cele i potrzebuje czegoś innego związanego z nauką języka. Niezależnie od tego, którą formę nauki wybierzesz to pamiętaj – lektor jest Twoim przewodnikiem, mentorem po świecie danego języka obcego.  Cała praca włożona w naukę będzie należeć do Ciebie 🙂 I dobrze – pomyśl o satysfakcji, którą poczujesz, gdy zaczniesz używać języka coraz płynniej 🙂 To świetne uczucie widzieć efekty czegoś, w co wkładasz dużo serca, czasu i pracy.

Jeśli zatem chcesz popracować nad językiem obcym to zastanów się, która forma nauki jest dla Ciebie bardziej odpowiednia i działaj 🙂 Życzę Ci powodzenia, i jak zawsze mocno trzymam kciuki. 🙂

Jak Brytyjczycy obchodzą Święta Bożego Narodzenia?

Boże Narodzenie zajmuje bardzo ważną pozycję wśród świąt w Wielkiej Brytanii. Przygotowania rozpoczynają się dużo wcześniej niż w Polsce. Nigdy nie zapomnę swojego zdziwienia, gdy będąc w Londynie na samym początku września (staż) mijałamplakaty i banery przed restauracjami z informacją o rezerwacji miejsc na obiad świąteczny. W połowie października pojawiły się w sklepach dekoracje świąteczne, natomiast iluminacja świąteczna na ulicach rozbłysła już w połowie listopada.

Co się dzieje w Wielkiej Brytanii przed Świętami?

Od początku grudnia organizowane są przyjęcia świąteczne, a w wielu firmach panuje zwyczaj Secret Santa (czyli losowanie, kto komu kupuje upominek świąteczny). Brytyjczycy ozdabiają tez swoje domy choinkami i dekoracjami świątecznymi.

Przed Świętami Bożego Narodzenia Brytyjczycy wysyłają lub wręczają bliskim, znajomym, współpracownikom kartki świąteczne (Christmas cards). Dla mnie – fanki każdej formy pisanej własnoręcznie – to piękna tradycja 🙂 Pierwsza kartka świąteczna została stworzona ponad 170 lat temu, właśnie na prośbę brytyjskiej rodziny królewskiej.

W wielu szkołach organizowane są Jasełka (Nativity Play) lub koncerty bożonarodzeniowe, często  połączone z akcjami charytatywnymi (tak było w szkole, w której ja odbywałam swój staż). Dochód ze sprzedanych biletów czy aukcji przeznaczany jest dla organizacji charytatywnych.  Uczniowie przygotowują się do swoich występów na długo przed Świętami.

Christmas Day

Dzień Bożego Narodzenia (Christmas Day), czyli 25 grudnia, to dzień, w którym w Wielkiej Brytanii odbywa się główna celebracja Świąt. W Polsce, zgodnie z tradycją, świętowanie zaczynamy już w Wigilię (24 grudnia): zasiadamy do uroczystej kolacji, łamiemy się opłatkiem i składamy sobie świąteczne życzenia. Wiele osób udaje się też o północy do kościoła na Pasterkę. W Wielkiej Brytanii nie ma zwyczaju uroczystej kolacji 24 grudnia. Niektórzy jednak udają się na specjalne nabożeństwo w nocy, podczas którego czyta się fragmenty Pisma Świętego i śpiewa kolędy.

 25 grudnia rano dzieci otwierają prezenty świąteczne, które znajdują pod choinką albo w skarpetach świątecznych (Christmas Stockings) zawieszonych przy łóżku.  Tradycyjnie, dla Świętego Mikołaja zostawia się brandy i okrągłe ciasteczka (mince pie) przypominające babeczki, wypełnione suszonymi owocami (nie jak w Stanach Zjednoczonych – mleko i ciasteczka J )

Tego dnia Brytyjczycy spotykają się z rodzinami na uroczystym obiedzie, gdzie nie może zabraknąć pieczonego indyka, pieczonych ziemniaków i innych warzyw (prym wiedzie brukselka), małych kiełbasek owiniętych w boczku (chipolata), specjalnego sosu (gravy) oraz deseru: Christmas pudding.

Christmas pudding to rodzaj bardzo gęstego ciasta z suszonymi owcami i przyprawami, które przygotowuje się na długo przed Świętami. Ciasto trzeba ugotować na parze, później nasącza się je w alkoholu, gotuje ponownie, nasącza w alkoholu po raz kolejny i wkłada do ognia J

W Dzień Bożego Narodzenia Brytyjczycy słuchają też orędzia królowej Elżbiety II, która składa życzenia świąteczne i podsumowuje mijający rok.

Jedną z tradycji świątecznych w Wielkiej Brytanii są tzw. „Christmas crackers”. To takie  małe tekturowe rurki owinięte dekoracyjnym papierem. Do środka wkłada się  małe „prezenty”, np. papierową koronę, karteczkę z żartem, malutką zabawkę czy coś słodkiego. Aby otworzyć Christmas Cracker należy pociągnąćgo z dwóch stron, zabawka wydaje charakterystyczny dźwięk, i stąd nazwa 🙂

Boxing Day

Boxing Day

26 grudnia to w Wielkiej Brytanii dzień, w którym sklepy rozpoczynają „czyszczenie magazynów”, w związku z czym Brytyjczycy udają się na zakupy. Nazwa tego dnia wywodzi się z czasów panowania Królowej Wiktorii, gdy to zamożni mieszkańcy Wielkiej Brytanii wręczali upominki świąteczne osobom ubogim. Ten dzień był też dniem wolnym od pracy dla służących w bogatych domach. Ponieważ upominki wkładano do pudełek (ang: box), stąd wzięła się nazwa święta.

12 dni Świąt

Okres Bożego Narodzenia trwa 12 dni. Jeden z przesądów mówi, że wszystkie ozdoby świąteczne powinny zostać zdjęte 6 stycznia – w przeciwnym razie przyniesie to nieszczęście.

Które z brytyjskich tradycji świątecznych są dla Was najciekawsze?

Czy to na pewno „bariera językowa”?

Bardzo często, od kiedy zaczęłam uczyć angielskiego, słyszę od znajomych, czasem członków rodziny czy uczniów: „nie mogę nauczyć się mówić po angielsku bo mam barierę językową”. I że zaczną mówić jak wyjadą za granicę. Ale… jak to…. czy wtedy ta bariera zniknie???

Spróbuję dziś zastanowić się, czym tak naprawdę jest owa „bariera językowa”.

Obserwując swoich uczniów uważam, że pod tym hasłem kryją się:

  • Zniechęcenie

Wyobraźcie sobie, że jesteście początkujący, rozpoczęliście uczyć się języka obcego niedawno. Chodzicie na zajęcia z entuzjazmem, odrabiacie pracę domową, przygotowujecie swoje własne fiszki. Wyjeżdżacie na wakacje za granicę i idziecie na zakupy – wchodzicie do lokalnego butiku i o ile potraficie zapytać, gdzie są przymierzalnie, to już rozmowa z ekspedientką na temat kroju koszuli czy sukienki albo rodzaju kratki jakoś nie do końca wychodzi… Albo zamawiając obiad w restauracji nie rozumiecie i nie potraficie wymówić nazw większości potraw w menu… Łatwo się zniechęcić, to prawda.

  • Nieodpowiedni poziom trudności

Rzecz, która często prowadzi do zniechęcenia – jesteście w grupie średniozaawansowanej, ale tak naprawdę, poziom Waszego angielskiego jest znacznie niższy…. Wszyscy dookoła rozumieją, co mówi lektor, a Wy niekoniecznie… Tu również bardzo łatwo się zniechęcić, bo w grę wchodzi jeszcze poczucie wstydu – że jak to, oni to wiedzą, a ja nie.

  • Nasze przekonania i „powinności”

„Uczę się już tyle lat wiec powinnam/ powinienem …..”; „Inni w mojej grupie rozmawiali dużo swobodniej niż ja podczas ostatnich zajęć z nativem…”; „Znów nie zrozumiałem/ zrozumiałam co mówiła pani na recepcji, a już tyle lat wałkuję ten angielski.” I tak w kółko…

 No tak, uczysz się już od kilku lat, ale być może dotychczas nikt nie pokazał Ci, jak to robić efektywnie? Być może nikt nie powiedział Ci, że oprócz przeczytania słówka w myślach i napisania go na kartce należy też powiedzieć je na głos, najlepiej kilka razy, i użyć go w zdaniu? Być może potrzebujesz więcej czasu na przyswojenie materiału (to nic złego!) – więcej powtórek? Może trafiałeś/trafiałaś wcześniej do grup na nieodpowiednim poziomie, a może nie przeznaczałeś/ przeznaczałaś regularnie czasu na naukę?

Nie ma sensu porównywanie się z innymi – każdy z nas ma zupełne inne doświadczenia. To że inni w grupie mają większą swobodę w wypowiadaniu się niż Ty to przecież nic złego. Najważniejsze  to wyznaczanie sobie realnych celów.  To, że ileś tam lat chodzimy na kurs nie znaczy, że od razu będziemy posługiwać się językiem bez problemów. Pisałam już o tym wcześniej – nauka języka to proces, który nie wydarza się w ciągu miesiąca czy dwóch. To proces, który wymaga czasu i zaangażowania. Czasem potrzebujesz tego czasu więcej, a czasem mniej. I założę się też, że słuchanie czy czytanie ze zrozumieniem idą Ci lepiej niż np. mówienie – czy to nie ma żadnego znaczenia? 🙂

OK, przedstawiłam trzy powody nieużywania języków obcych w mowie, a przed nami czwarty, ostatni. Wiecie, czasem odnoszę wrażenie, że magiczne hasło „bariera językowa” to taka trochę wymówka przed ciężką pracą, jaką jest nauczenie się języka obcego, spowodowana…

  • … lenistwem.

Oczywiście, doskonale zdaję sobie sprawę, że na pewno mieliście sytuacje, gdy ktoś Was wyśmiał na forum albo zrobił nieprzyjemną uwagę, i teraz rzeczywiście ciężko się Wam przełamać i zacząć mówić. Pytanie tylko – dla kogo się uczycie: dla siebie, czy dla tego kolegi bądź nauczyciela, który zrobił w Waszym kierunku nieprzyjemny komentarz?

Łatwiej jest powiedzieć „mam barierę językową (ale jak wyjadę za granice to będę mówić, bo będę musiał/ musiała)” niż przyznać się przed sobą,  że faktycznie: dobrze idzie mi rozumienie ze słuchu, ale nie ćwiczę tak naprawdę mówienia w języku obcym…. Łatwiej jest znaleźć wymówki (bo na zajęciach nie ćwiczymy/ nie ćwiczyliśmy gdy byliśmy uczniami; wyśmieją mnie; wstydzę się) niż rozwiązania (odsłuchanie nagrania i powtarzanie na głos; mówienie do siebie w języku obcym; spróbowanie przełamania wstydu w znanych, bezpiecznych warunkach – np. powtarzając pełne zdania w swoim pokoju czy rozmawiając z koleżanką z grupy).

Wiem, tym komentarzem mogę nie przysporzyć sobie zwolenników; wydaje mi się jednak, że warto być szczerym w stosunku do samego siebie i odpowiedzenie sobie na pytanie: co realnie mogę zrobić, żeby pozbyć się tej „bariery” językowej?

Jeśli chcecie, oczywiście.   🙂

Czy lekcje online są dla mnie?

Pamiętam swoje pierwsze zajęcia online. To było lata temu, kiedy po powrocie z Londynu  jedna z moich kursantek, z którą pracowałam tam wtedy stacjonarnie, poprosiła o kontynuację lecji. Ponieważ ja wracałam do Polski, jedyną opcją były zajęcia przez Internet. Na początku zgodziłam się bez wahania! Pomyślałam, że wow, jasne, ona chce mieć lekcje właśnie ze mną (to bardzo przyjemne 🙂 ), to będzie super doświadczenie, coś nowego, rozwijającego też dla mnie jako lektora. Przyznam się Wam że dopiero później, po fakcie, zaczęłam się zastanawiać, czy ja sobie poradzę z całym tym onlajnem… To znaczy od strony technicznej. A jak coś mi się wyłączy?  Albo nie będzie mnie słychać? Przecież to nie będzie profesjonalne! (Aha, dodam jeszcze, że moje umiejętności technologiczne nie są na zaawansowanym poziomie.) No ale cóż, słowo się rzekło, nie było opcji odwołania, została mi więc jeydna rzecz – zaprzyjaźnić się ze Skype 🙂 I dziś, kilka lat później, mając doświadczenie jako lektorka online, ale też jako uczennica (tak tak, hiszpańskiego uczyłam się w dużej mierze na kursie online) mogę powiedzieć jedno: strach ma wielkie oczy, a przeniesienie się na zajęcia przez Internet było jedną z lepszych decyzji.

Wiecie, tak naprawdę boimy się tego, co nieznane. I to jest zupełnie naturalne. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do zajęć stacjonarnych (czy to w grupie, czy 1 na 1), gdzie lektor po pierwsze jest 🙂 a poza tym: wymyśla super aktywności, pisze na tablicy, pokazuje paluszkiem co konkretnie robimy w podręczniku, dobrze go słychać, można do niego/ niej podejść i dopytać i to co niejasne, to nic dziwnego, że możecie mieć obawy związane z uczeniem się przez Internet. Przejście na lekcje online wiąże się trochę z utratą poczucia bezpieczeństwa, z wyjściem poza swoją strefę komfortu. Pojawia się mnóstwo wątpliwości. Z jakich materiałów będziemy korzystać (podręcznik??)? A co, jeśli nie będę wiedzieć, co mam robić? Jeśli nie usłyszę nagrania? Gdzie będzie tablica? Czy mój lektor będzie też pisać? A co w przypadku, gdy coś mi się zawiesi na komputerze? Czy jeśli mam niski poziom języka to nadal lekcje online są dla mnie? Czy lekcje przez Internet są dla osób, które nie do końca radzą sobie z technologią?

I tak dalej… Takie wątpliwości można mnożyć i mnożyć, i to całkiem naturalne 🙂 Osobiście uważam, że każdy, kto tego chce, może odnaleźć się w zajęciach online. Moja rada jest jednak taka, by do całej sprawy podejść ze spokojem. Popatrzcie na moje wskazówki:

  • Znajdź takiego nauczyciela, z którym będziesz się czuć najlepiej. Większość nauczycieli oferuje próbną lekcję –wykorzystaj tę możliwość by sprawdzić, jak pracuje dany lektor i czy Tobie to odpowiada.  
  • Skype to też nie jedyna opcja na połączenie się. Jeśli nie masz Skype i nie chcesz instalować programu na komputerze, są inne możliwości – dopytaj o to lektora.
  • Zadbaj o sprzęt – nie trzeba mieć super profesjonalnych gadżetów, ale na pewno przydadzą się słuchawki (żeby wyraźniej słyszeć lektora) i kamerka (miło jest widzieć, z kim się pracuje 🙂 ).
  • Jeśli korzystasz z wifi, to na czas lekcji radzę przełączyć się na kabelek. Sygnał internetowy nie zawsze jest tak samo mocny, szybkość wysyłki i odbioru danych może się różnić. Będąc podłączonym do kabelka połączenie jest bardziej stabilne. Aha, może też pomóc poproszenie domowników, by na czas lekcji nie korzystali z Internetu.
  • W razie tragedii (nie działa wifi): jeśli masz pakiet Internetu na telefonie, możesz włączyć opcję udostępnienia Internetu z telefonu.
  • Internet to jedno, ale pamiętaj też o tym, że różne programy pracujące w tle mogą spowalniać pracę Twojego komputera, warto je zatem zamknąć.
  • Na pierwszych zajęciach przedyskutuj też z lektorem kwestie organizacyjne, np. odwoływanie zajęć, co się stanie gdy nagle „padnie” system. Dobrze jest mieć takie ustalenia – mówię to i z perspektywy lektorki, i ucznia 🙂

Mam nadzieję, że przynajmniej „technicznie” troszkę Was uspokoiłam 🙂

A jeśli chodzi o metody pracy, podręczniki itp.: doświadczony nauczyciel wie, jak pracować przez Internet. Są różne rozwiązania jeśli chodzi o przeprowadzenie lekcji (np. ćwiczenia interaktywne, gry, aplikacje, platformy ale tym nie będę Was zanudzać).  Ja na przykład  bardzo często stosuje metodę „flipped classroom”, czyli „odwróconą klasę”. Polega ona na tym, że proszę swoich Uczniów o wykonanie pewnej pracy przed lekcją (np. o przeczytanie artykułu, obejrzenie nagrania, przejrzenie słownictwa, powtórzenie zasady gramatycznej). W ten sposób podczas lekcji skupiamy się na produkcji języka (czyli np. dyskutujemy na temat artykułu z użyciem określonego słownictwa albo stosujemy zasadę gramatyczną w mówieniu). Aha, lekcje online to niekoniecznie zajęcia indywidualne – przez Internet mogą łączyć się całe grupy 🙂

Jakie są plusy zajęć online?

Na pewno plusem zajęć online jest fakt, że nie trzeba na nie specjalnie dojeżdżać. Znacie to uczucie kiedy za oknem leje i wieje, Wy zdążyliście wskoczyć w ulubiony dres i zastanawiacie się, co by tu obejrzeć wieczorem, ale właśnie… dziś angielski? Trzeba się zebrać i wyjść. W przypadku zajęć online nie ma wymówek: uruchamiasz komputer i bierzesz udział w lekcji!

Zajęcia online to przede wszystkim oszczędność czasu i wygoda – można uczyć się właściwie z każdego miejsca, gdzie jest połączenie z Internetem (z własnej kanapy, popijając herbatkę z ulubionego kubka, też). Mimo że szkoła językowa znajduje się 2 przystanki od domu, to trzeba dojść na ten przystanek, czasem autobus ma opóźnienie, później trzeba dojść do szkoły. Z półtoragodzinnych zajęć robią się ponad dwie godziny; zastanów się, co mógłbyś/ mogłabyś w tym czasie robić 🙂

Lekcje online świetnie sprawdzą się również u osób zabieganych.  Można ustalić zajęcia np. podczas przerwy w pracy/ od razu po pracy, albo uczyć się podczas wyjazdów służbowych. Jest to też dobre rozwiązanie dla rodziców małych dzieci – czasem można „wyłuskać” 30 – 40 minut na lekcję, i to tylko wtedy, gdy dziecko śpi. Tutaj zostaje znalezienie lektora, który może pracować np. w późniejszych godzinach.

Myślę, że jest to bardzo korzystna opcja dla osób z mniejszych miejscowości, dla których dojazd na lekcje to czasem „wyprawa” (bo np. nie dysponują autem, albo lekcja stacjonarna kończy się gdy odjedzie ostatni transport do domu).

Nie zawsze też lektor może dojechać na zajęcia z Wami, albo Wy nie możecie dojechać do lektora – w takiej sytuacji można połączyć się przez Skype 🙂

Kolejna sprawa, że ucząc się online możecie (jeśli akurat na tym Wam zależy) współpracować z lektorem natywnym, co nie zawsze znajduje się w ofercie szkół językowych (szczególnie tych mniejszych). 

Minusy?

Oczywiście, zajęcia przez Internet (jak wszystko zresztą), mają też swoje minusy. Dla mnie głównym z nich (i chyba jedynym) jest brak bezpośredniego kontaktu z uczniem. Osobiście bardzo lubię spotykać się na żywo z moimi Kursantami, i wiem, że są takie osoby, które na kurs języka obcego zapisują się w celach towarzyskich, albo żeby po prostu wyjść z domu. Z drugiej strony wiem, że pracując online, również można stworzyć bardzo przyjemną relację z Kursantami (piszę z własnego doświadczenia) 🙂

Myślę, że z lekcjami online jest tak jak ze wszystkim: gdy próbujecie czegoś nowego, zazwyczaj pojawiają się niepewność, może też troszeczkę stres. Chęci, spokój i pozytywne nastawienie to połowa sukcesu! J Tak naprawdę nigdy nie dowiesz się, czy lekcje online są dla Ciebie, jeśli ich nie spróbujesz 🙂   Odwagi zatem, i powodzenia!